"Obwód głowy" Włodzimierz Nowak  

Posted by Inblanco in


Był czas, gdy język niemiecki słyszałam jedynie w telewizji, na filmach. Wiecie jakich? No właśnie. Niemiecki płynął z gardeł aktorów grających hitlerowców, esesmanów, gestapowców. Nie znosiłam nawet brzmienia tego języka. Ale czy można się dziwić?

Potem, gdy jako małolata oglądałam niemiecką Vivę, okazało się, że język Goethego, gdy nie warczy nim przebrany w mundur facet jest... miły i przyjemny dla ucha!
To był pierwszy przełom.

Zaczęłam szukać informacji o zachodnich sąsiadach, zwłaszcza o młodych ludziach, bo ciekawiły mnie ich spostrzeżenia na przeszłość i współczesność. Jeśli udało mi się do czegoś dotrzeć, to zazwyczaj był to przypadek. A to jakiś zabłąkany artykuł w nieodżałowanym "Na przełaj" a to w "Forum". A mnie wciąż było mało...

I oto na scenę wkracza Włodzimierz Nowak i jego "Obwód głowy".

Nowak pozwolił mi zdobyć wiedzę, jakiej chyba jednak nie pragnęłam. Wiedza niełatwa i niewygodna, uwierająca. Jego zbiór reportaży to 12 różnych historii: o wojnie, współczesnych polsko-niemieckich stosunkach, o losach byłych mieszkańców NRD, o kapitalizmie w Polsce i w Niemczech, o przerzutach ludzi przez zieloną granicę na Nysie, o polskich siostrach rozdzielonych podczas wojny i zaadoptowanych przez niemieckie rodziny, itd.

Część z tych rzeczy, o dziwo, wydała mi się nieaktualna. Czy reportaż może się zestarzeć? Przyznam, że zaczęłam się nad tym zastanawiać. U Tochmana czy Szczygła nie zauważyłam tego problemu. Może dlatego, że tam bohater i jego emocje były najważniejsze, a tutaj, gdy w centrum zainteresowania staje zjawisko polityczno-ekonomiczne, to taki temat szybko się dezaktualizuje. Nie interesowały mnie więc refleksje mieszkańców przygranicznych miejscowości, którzy marzą o wejściu do Unii, bo wtedy ich sytuacja materialna będzie... lepsza. Chociaż z chęcią bym się dowiedziała, co _teraz_ myślą bohaterzy tego reportażu? Jak wypadła konfrontacja marzeń z rzeczywistością?

Są w tym tomiku jednak takie rzeczy, że po ich przeczytaniu koniecznie musiałam o tym z kimś porozmawiać. Wymuszałam na rozmówcy jasną odpowiedź: jak to było możliwe?
Masowe samobójstwa. Gdy kończy się wojna a Rosjanie maszerują na Berlin, na swojej drodze trafiają na wsie i miasteczka, gdzie połowa niemieckich cywilów nie żyje. Sami targali się na własne życie: matki szykowały pętle dla dzieci, mężowie podcinali żyły swoim żonom...
Czy to strach przed "dzikimi hordami" ze wschodu? A może kwestia dumy narodowej, jak sugerują niektórzy? Nowak pokazuje, że to nie były pojedyncze incydenty. Niewyobrażalne.

Gdy z kolei oddaje głos niemieckiemu żołnierzowi, uczestnikowi walk podczas powstania warszawskiego, wywołuje tym sposobem ogromny dysonans. Bo oto słuchamy opowieści wówczas młodego chłopaka, razem z nim poruszamy się po ulicach niszczonej Warszawy, starając się unikać kul. Ale gdy bohater wbiega do kamienicy i tam walczy z powstańcami, to dociera do czytelnika prawda: albo oni albo on... Jak się ustosunkować do tego?
Tym bardziej, że to nie są słowa bandziora, fanatycznego wyznawcy Hitlera. Nie, to był zwykły chłopiec, który starał się uniknąć wojska. Ale trafił do Polski. I opowiada, co widział, przeżył, zrobił.

Ale oprócz takich trudnych i mocnych reportaży, trafiają się i takie lżejszego kalibru. Najbardziej podobała mi się historia byłej mieszkanki NRD, która wspomina dzieciństwo i młodość w państwie Honeckera. Nie do uwierzenia! Te hasła, te obowiązkowe rytuały prawdziwego socjalisty... Śmiesznie i straszno, bo ci ludzie naprawdę zostali ograbieni przez system. Z samodzielności, jakiejś rzutkości, ambicji. I nawet nie są tego świadomi.

I na koniec jeszcze osobista refleksja. Moja babcia, o której już tutaj kiedyś wspominałam, przyjechała na ziemie zachodnie i dostała z dziadkiem gospodarstwo po Niemcach. Piękny, duży dom, w którym spędziłam część swojego dzieciństwa i z którym wiąże się mnóstwo wspaniałych wspomnień.
Jego poprzedni mieszkańcy nawiązali kontakt z babcią i kilkakrotnie nas odwiedzali. Starsi Niemcy pokazywali swoim dzieciom, potem wnukom, ważne miejsce z ich przeszłości... Ja byłam wtedy mała i niewiele z tego pamiętam, ale to musiały być smutne spotkania.
O podobnych historiach Nowak też pisze.

Czy wiem więcej? Tak. I mam nadzieję, że oddalam się coraz bardziej od stereotypowego myślenia o naszych sąsiadach. Zasługa Nowaka jest w tym duża. Polecam.

This entry was posted on 21.1.09 at środa, stycznia 21, 2009 and is filed under . You can follow any responses to this entry through the comments feed .

8 komentarze

Anonimowy  

Witaj:))) Zajrzyj na blog Zza płotu - jest o naszych sąsiadach (link: http://wojtek-hannover.blog.onet.pl/. Dużo ciekawych informacji. Jak zdrowie?:))) Nie znam innych blogów kulturalnych - jaki blog polecasz, żeby oddać głos w III etapie konkursu??? Pozdrawiam:)))
Groszek

23 stycznia 2009 01:15

Groszek - dzięki za link, ale chyba za dużo tam polityki ;)
Kibicuję teraz Ani z "Dziennika literackiego" i mam nadzieję, że powali Manna na kolana (o, zrymowało się ;)

http://www.dziennik-literacki.pl/news.php

Z grypą dalej walczę, ale dobijam już cholerę, więc jest lepiej niż parę dni temu.
Pozdrawiam :)

23 stycznia 2009 09:55

Prawda jest taka - jakkolwiek banalnie by to nie zabrzmiało - że stereotypy są wciąż żywe i wciąż obecna jest tendencja do dzielenia stron konfliktów na tych dobrych i tych złych. I dlatego warto czytać i poszukiwać takich reportaży jak te przywołane przez Ciebie, żeby móc wyrobić sobie jakiś pogląd na daną sprawę (a przynajmniej spróbować, bo i pamięć ludzka zawodna, i wspomnienia nacechowane subiektywizmem).

U Polaków niestety szczególnie silne są negatywne stereotypy dotyczące i zachodnich, i wschodnich sąsiadów - pozwalamy historii przesłonić nam oczy i utrudnić obiektywne spojrzenie na teraźniejszość.

23 stycznia 2009 12:04

Bookishaga - to prawda, co piszesz. Stereotypy ułatwiają życie, bo podpowiadają, jak sobie zaszufladkować ludzi. Ten wróg, ten przyjaciel.
Staram się jak mogę unikać takiego myślenia, ale z pewnością i ja jestem tego ofiarą.

Rozumiem moich dziadków, którzy mogą wygłaszać zdecydowane opinie o różnych narodowościach, bo przeżyli, co przeżyli, doświadczyli, co doświadczyli i nie mnie ich pouczać. Ale jeśli to samo mówi młody człowiek, to nie potrafię już tego zrozumieć.
Przeszłość powinna być przestrogą a nie tamą, zasłaniająca widok na teraźniejszość.

23 stycznia 2009 13:07

Zosik, po raz kolejny: chapeau za tak madra, wzruszajaca (sic!) recenzje! Mnie Niemcy przestali jakis czas temu interesowac, ale obiektywnie rzecz ujmujac ich historia jest fascynujaca. Moze kiedys siegne po te reportaze, bo ufam Twojej opinii, ze warto.

27 stycznia 2009 22:31

Inblanco, przepraszam, mialam otwarty takze blog Zosika i prze pomylke napisalam jej nick na poczatku. Ale oczywiscie chodzilo mi o Ciebie i Twoja recenzje, wybacz!

27 stycznia 2009 22:33

Chihiro - dziękuję za podwójny komplement :)))
Zadziwiające w Nowaku jest to, że choć najbardziej interesowały mnie reportaże o współczesnych Niemczech, to największe wrażenie wywarły na mnie te odnoszące się do przeszłości, do II wojny światowej. Dziwne.

28 stycznia 2009 22:13

Moze to dlatego, ze terazniejszosc zmienia sie bardzo szybko, tu - jak sama zauwazylas w recenzji - latwo o deaktualizacje, natomiast w kwestii przeszlosci juz malo co sie zmieni. Te reportaze nie straca wartosci, historia wciaz bedzie historia.

29 stycznia 2009 15:24

Prześlij komentarz