"Gosford Park" czyli od księżniczki do komunistki ...  

Posted by Inblanco in



Gdy byłam w piątej klasie zrozumiałam nagle, że chyba jestem socjalistką lub nawet, o zgrozo, komunistką. Rodzice oczywiście cierpieli, ale ja uważałam, że cały świat się uwziął na ZSRR. Na szczęście szybko mi przeszło, potem tata mi trochę dokuczał, ale gdzieś przeczytałam (tylko nie pamiętam, kto to powiedział) że każdy młody człowiek, porządny człowiek,(...?) musi mieć w życiu etap, w którym solidaryzuje się z lewicą. No cóż... ja miałam wtedy 12 lat...

A dlaczego doszło do tej traumy?
Bo wtedy zdałam sobie sprawę, że gdybym nawet żyła w uwielbianym wówczas przeze mnie początku wieku XIX (te suknie zwiewne i delikatne, z wysokim stanem w stylu empire...) to pewnikiem byłabym... służącą!!! A oczywiście, zawsze widziałam siebie tylko jako księżniczkę ;)
No i czar prysł. Byłam tak bardzo rozczarowana takimi perspektywami (perspektywy w przeszłości???) i wizualizacją własnej osoby nie w tej roli, co zawsze, że zostałam, na krótko, ale jednak - komunistką ;)

I ten przydługawy wstęp wprowadza nas do świetnie sfotografowanego świata angielskiej arystokracji a mianowicie "Gosford Park" w reżyserii Roberta Altmana, gdzie podziały klasowe są odwiecznym prawem i nikt, w zasadzie, nie ośmiela się im przeciwstawiać.
Mezalianse toleruje się jedynie z powodów finansowych, to oczywiste.

Altman pokazał dwie przenikające się rzeczywistości: żyjące w symbiozie a przy tym tak precyzyjnie rozdzielone. Nawet dom jest elementem podziału: dół to królestwo służby, gdzie państwo nie są mile widziani i wprawiają w zakłopotanie swoją niespodziewaną obecnością. A parter i piętro to kraina kotłujących się emocji, tyle tylko, że arystokratycznych. Jedni i drudzy są świadomi, jak wiele ich dzieli, ale i jak bardzo od siebie zależą.

Na pytanie młodego służącego, który później okaże się, hm... "przebierańcem"(?), o to czyi rodzice także pracowali służąc, podnosi się las rąk. Czy to znaczy, że dziedziczy się nie tylko tytuł szlachecki? :)
Zresztą, pracownikami angielskiej pary również rządziła ostra segregacja. Kamerdyner stał najwyżej, w jego kręgu znajdowali się lokaje i pokojówki. Kuchnia była już królestwem kucharki i ona skupiała wokół siebie pomocników kuchennych. A najniżej, jak pokazuje Kate Morton w "Domu w Riverton" stała pomywaczka.

Idealna służąca? Posiadająca dar przewidywania. Wie, kiedy jej państwo będą głodni czy zmęczeni. Wie to przed nimi.
I do tego nie ma własnego życia. Jak mówiła Elsie (znakomita Emily Watson), pokojówka, służba żyje tylko problemami państwa.

I nie chciałabym być służącą, ale księżniczką już też nie :) W świecie "Gosford Park" nie ma ludzi, którym się zazdrości.
Czyli znowu zostaje mi zwrócenie się ku czerwonej rewolucji? ;)

Aktorstwo w tym filmie jest znakomite. Wspomniana już Emily Watson czy Maggie Smith albo Stephen Fry w roli inspektora Thompsona. Jak oglądałam pierwszy raz ten film, przyznam, nie zapamiętałam tej roli. Teraz czekałam z niecierpliwością na kolejne wejście ciapowatego inspektora. Znakomity!! Boski!

No i na zakończenie już tej przydługiej notki (tak to jest jak się ma nadmiar wolnego czasu...) powiem, że na fali zainteresowania tajemnicami pokojówek i arystokracji, kupiłam sobie pakiet płyt "Pan wzywał, milordzie?". Czekam na przesyłkę i się cieszę, bo pamiętam, jak bardzo podobał mi się ten serial w tv.



This entry was posted on 29.12.07 at sobota, grudnia 29, 2007 and is filed under . You can follow any responses to this entry through the comments feed .

2 komentarze

Judytta  

Gosford Park to film w moim stylu.Podobał mi się.

1 stycznia 2008 15:04

Mnie też. Ogromnie. Mam na oku jeszcze jeden, który może mieć podobny klimat: "I Capture the Castle".
http://www.amazon.com/I-Capture-Castle-Marc-Blucas/dp/B0000SX9MS

A w weekend wypatrzyłam "Przesilenie zimowe" z Geraldine Chaplin w roli głównej. To już czasy prawie nam współczesne, ale powinno być przyjemne, prawda? Na Tv Puls.

1 stycznia 2008 17:13

Prześlij komentarz