Powieści dla młodzieży. Te udane i te nieco mniej.  

Posted by Inblanco in


Zdarza mi się sięgać po utwory kierowane do dzieci czy młodzieży. Lubię więc razem z całą masą nastolatków cykl o Harrym Potterze, lubię gimnazjalistów Kosika, czyli Felixa, Nikę i Neta, z przyjemnością pochłonęłam opowieść Nancy Farmer "Morze trolli". Mam kilka jeszcze tytułów, godnych polecenia, ale może kiedy indziej. Bo pomysł na wpis przyszedł mi do głowy po próbie przebrnięcia przez "Zmierzch" Stephenie Meyer.

Nie szukałam niczego ambitnego, chciałam po prostu dać się porwać fabule. Poczytać o problemach 17-latki: tych szkolnych, miłosnych, z rodzicami. Tak dla przypomnienia cielęcych lat i dla relaksu. Padło na "Zmierzch", pierwszy tom cyklu zapowiadającego się na niekończącą się sagę o wampirach. Ok, wiem, że niektórych już to by odstraszyło, ale choć Anne Rice mi nie pasowała, to nie mam nic przeciwko wymyślnym stworom pętającym się po głuchej prowincji. Byle amerykańskiej, a nie naszej, rodzimej :)

Jakim cudem to ma taką siłę rażenia? Utrzymuje się na listach bestsellerów, również u nas zdobyło całą rzeszę oddanych fanów. Nie rozumiem. I albo to oznacza, że stary pryk ze mnie, co to nie jest już w stanie zrozumieć emocji nastolatki, albo po prostu to słaba powieść. Dostrzegam, co pociąga młode dziewczyny, ale żeby od razu wariować na punkcie Belli i Edwarda? (np. prawie 300 postów o Edwardzie, jaki cudny, o skomplikowanej naturze, itd). Zagadka dla mnie.

Bo bohaterowie są płascy, jednowymiarowi i do bólu monotonni. Bella przez 160 stron drży na widok Edwarda, walczy z chęcią dotknięcia go, przygląda mu się ukradkiem (wtedy oczywiście on tez to robi, jakże by inaczej), wzdycha do niego i kłóci się z nim. Emocjonalność na poziomie "Mody na sukces". Rzuciłam książkę w kąt, gdy Edward postanowił wziąć na spytki dziewczynę i przez dwa dni wałkował tematy typu: jaki jest twój ulubiony kolor. No, pokażcie mi faceta, który potrafiłby się skupić na takich pierdołach przez dwa dni. A poza tym, czemu Bella jest taka inna niż wszystkie dziewczyny, jak twierdzi Edward? Na czym polega jej wyjątkowość? To wie jedynie Ed, bo czytelnik już z pewnością nie. Przyznam jednak, że pewnie gdybym była 13-latką, to byłyby to moje ukochane książki. Jednak nie mam tyle, co mnie cieszy i odrobinkę smuci.


Wkurzona sięgnęłam po "Tajemnicę Abigel" Magdy Szabo. Tutaj byłam pewna czego się spodziewać, bo po pierwsze widziałam dawno temu serial (cudowny!) a po drugie recenzja Zosika słusznie ukierunkowała mnie na poszukiwania książki, którą trzeba przeczytać. I udało się, zdobyłam ten biały kruk.

Panie, panowie, czapki z głów. _To_ jest powieść dla młodzieży, która się nie starzeje i która nie skręca z niesmaku dorosłego czytelnika. Cóż z tego, że opisuje archaiczne zasady, kompletnie nie do pojęcia dla dzisiejszych 15-latek, że portretuje świat, którego już nie ma. Gina, główna bohaterka posiada bowiem coś cenniejszego, niż znajomy i bliski nastolatkom świat przedstawiony, a mianowicie: osobowość. Charakter, który pod wpływem wydarzeń się kształtuje. Bohaterka na oczach czytelnika się zmienia, dojrzewa. A cały proces opisany jest tak, że trudno oderwać się od książki. Buńczuczność Giny zostaje ukarana ostracyzmem, tak bezwzględnym, że aż okrutnym. Siła wykluczenia brała się z solidarności całej klasy, do której chodziła dziewczyna. I to jest kolejny walor tej powieści: opis zasad rządzących tą mikrospołecznością, będącą tym, co stanowiło o ich sile i oddaniu. Jak ja im zazdroszczę! Dla takich przyjaźni poszłabym nawet na pensję kalwińską ;) Chyba.

Szabo podarowała czytelnikom przepiękną opowieść o dojrzewaniu i przyjaźni, o nieuchronnym końcu dzieciństwa i wchodzeniu w jakże trudną czasami dorosłość.

Książkę wiozę jutro mojej siostrze do Wrocławia, przekonana będąc, że się zachwyci, tak jak ja. Ale zastanawiam się, czy oczywistość tożsamości Abigel wynikała z tego, że pamiętałam tak doskonale serial (nigdy bym nie przypuszczała, że zapamiętałam go, aż z takimi szczegółami) czy to jednak efekt pewnego schematyzmu, któremu uległa autorka?
Zosik? Szybko zorientowałaś się, kto jest tajemniczym aniołem stróżem?

This entry was posted on 7.11.08 at piątek, listopada 07, 2008 and is filed under . You can follow any responses to this entry through the comments feed .

12 komentarze

nutta  

Ja też tak mam, że czasami sięgam po książki młodzieżowe, by wiedzieć, co tracę wyrósłszy z tego okresu:)Zaparłam się i przeczytałam całą Meyer... i mam takie same zdanie jak Ty na temat jej sposobu pisania. Nie rozumiem zachwytów i kreowania autorki na kogoś o wyjątkowym talencie.
Po Szabo też kiedyś sięgnę. Pozdrawiam jesiennie i ciepło:)

8 listopada 2008 09:32

Ha, widziałam serial dwa lub trzy razy, ale nie pamiętam, kim była Abigel... ;) A książkę mam na liście 'do przeczytania' już od jakiegoś czasu - tylko z dostępnością trochę gorzej.

8 listopada 2008 11:08

Kochana też się zastanawiam, jakim cudem Meyerka zdobyła tylu fanów!! Przeczytałam WSZYSTKIE cztery tomy (czwarty po angielsku), bo po prostu byłam ciekawa jak to się skończy. Jednakowoż w trakcie czytania przeklinałam na siebie, że czytam takie zło!
Po przeczytaniu zapowiedziałam znajomym, że na co najmniej rok mam dość ckliwych i romantycznych opowiastek. Nie, Saga Zmierzchu stanowczo nie dla mnie :)

8 listopada 2008 14:21

Też mi się wydaje, że w głębokim dzieciństwie (haha) oglądałam serial o Abigel. Taki czarno biały? coś dzwoni, tylko nie wiem w którym kościele? ;)))

8 listopada 2008 14:38

Kurcze to teraz już wiem, że ten "Zmierzch" to nie był dobry zakup. A tyle razy sobie obiecywałam, że nie będe kupowac książek których recenzji wpierw nie przeczytam na ksiązkowych blogach....no coż trudno się mówi.

Pozdrawiam :)

8 listopada 2008 19:32
Anonimowy  

nie wiedzialam ze jest ksiazka, bo serial jak najbardziej pamietam... boski...

dzieki

8 listopada 2008 20:08

Cieszę się, że Abigail Ci się podobała :) To taka urocza książka, tak słodko staroświecka. Uwielbiam takie pensjonarskie opowiastki :) Swoją drogą piękna recenzja Inblanco.

8 listopada 2008 21:19
germini  

Mnie do Meyer nie zniechęciłaś, bo sama chcę się przekonać, cóż to za cudo, które taki szał ostatnimi czasy robi. Tyle że po tej recenzji zasiądę do książki z o wiele bardziej sceptycznym nastawieniem ;)
O "Tajemnicy Abigel" natomiast nigdy dotąd nie słyszałam (wstyd, wiem). A brzmi zachęcająco :)

9 listopada 2008 00:32

Do Meyer właśnie się przymierzam. Naczytałam się komentarzy pełnych zachwytu - Twój jest pierwszym negatywnym. Do końca roku jestem nastolatką więc może zrozumiem te wszystkie zachwyty;)
Ciekawe czy znajdę w bibliotece panią Szabo ;)
Nie czytaj tak szybko bo moja lista zacznie się niebezpiecznie wydłużać:)

9 listopada 2008 10:11
Anonimowy  

Chyba przeczytalam pierwszy negatywny komentarz odnośnie Meyer :)
Z niecierpliwością czekam na recenzję "Czarodziejki z Florencji" :)

10 listopada 2008 13:37

Powrócona z Wrocławia, zakochana w "Marii Awarii", wzbogacona o nową funky zaparzaczkę (jest kosmiczna!, dzięki siostra) i o wrażenia z nowej odsłony bondowskich wdzięków, pełna słodyczy z Coffee Heaven (o, matko, ciastka i ciasta to sam cukier! Zero smaku, tylko sugar . Takie hamerykańskie przepisy, czy co?)
odpisuję:


Nutta - mnie o zawał przyprawiły porównania do Rowling, że oto jest godna następczyni, co jak dla mnie jest obrazoburcze ;))) Pomijając fakt, że o następczyni Rowling czytam już kolejny raz. A to Farmer, a to Delaney, a to Meyer. Dziennikarze muszą kogoś posadzić na tronie, tylko czemu tak na siłę ?

Bookishaga - ja miałam fuksa i choć książka jest nieco nadszarpnięta zębem czasu, to nic a nic jej nie brakuje. Serial... obejrzałabym :) Albo kupiła dvd. Marzenia.

Hasita - Meyer potrafi chwycić czytelnika i ciągnąć za sobą. Bo ma irytujący, ale jednak zawsze, pomysł na opowieść. I czasami czytelnicy tego łakną, takiej porywającej fabuły. Ja to znajduję np. u Montefiore (czytadła, wciągające i sprawnie napisane, ale czytadła).

Matyldo - tak, czarno-biały i chyba z dubbingiem, bo nie pamiętam, żeby piękna Gina (mój ówczesny ideał urody) mówiła po węgiersku. Takiego dysonansu bym chyba nie przeżyła, albo mocno zapamiętała ;))

Mary - no właśnie :) Powtarzają po raz 59 Stawkę większą niż życie, Janosika, Czterech pancernych a nie mogą tego? Albo "Katarzyny" - kolejny ukochany serial dzieciństwa (okropnie sentymentalna historia o pięknej dziewoi, z akcją umieszczoną w średniowiecznej Francji) Lukrowane to było niemożebnie, ale jakie mam wspomnienia... bezcenne :)

Pauli - powiem, że ja też zastanawiałam się kilkakrotnie nad zakupem tej sagi. Na szczęście, coś mnie tknęło. Ale kilka razy miałam podobnie jak Ty, kupiłam coś a potem czytam, że to kiszka. Ot, choćby taka "Burza z krańców ziemi".
Poza tym, może będziesz miała inne zdanie niż ja? Powodzenia :)))

Zosik - to taka powieść po staroświecku krzepiąca :) Dzięki ogromne za motywację do poszukiwań :)

Germini - i tak trzymać! Ja też płonęłam z ciekawości, cóż to za cudo... i teraz już wiem P:)

Nenya - jestem bardzo ciekawa Twoich wrażeń z lektury. Wypatrywać będę z niecierpliwością :)

Dorotie - ja pamiętałam ostrzeżenia Nutty, ale i tak mnie ciągnęło... jak Puchatka do miodu :)

10 listopada 2008 15:01

I właśnie dla tych tak różnych opinii, mimo wszystko, po Meyer bym sięgnęła. Żeby wreszcie wiedzieć o co kaman ;) Może kiedyś wpadnie mi w ręce ;)

11 listopada 2008 12:08

Prześlij komentarz